Polityka Społeczna


Z życia wzięte

Dodano: 08 października 2013

Pracownik socjalny, jako doradca.

Nie polecam tej formy pomocy rodzinom. Jest to metoda, która może przynieść czasami odwrotny od zamierzonego skutek. Kiedy nastało u nas duże bezrobocie, rodziny pozostawały bez środków do życia. Pomoc finansowa z pomocy społecznej nie zaspakajała wszystkich potrzeb rodziny, a ośrodki pomocy nie dysponowały żadnymi narzędziami, ani ofertami pomocy, aby przeciwdziałać temu zjawisku.

Bardzo często rodziny i pracownicy socjalni byli bezradni. Przyszła kiedyś do mnie pani Teresa, która miała dość liczną rodzinę. Wszyscy dorośli stracili pracę i nie mieli nawet uprawnień do zasiłku dla bezrobotnych.  Wyrażali chęci do podjęcia jakiekolwiek pracy, jednak na rynku pracy nie było żadnych ofert. Rolnicy również nie potrzebowali pomocy przy pracach polowych i rodzina nie mogła nawet zarabiać sezonowo.

Nie widząc już innego wyjścia pani Teresa postanowiła przyjść do ośrodka i wyżalić się na swoją złą sytuację. Zima dała im porządnie w kość. Wyczerpały się wszystkie zapasy i oszczędności. Nie miałam dla niej żadnej konkretnej propozycji, oprócz skromnej pomocy finansowej. Dość długo rozmawiałyśmy i cały czas czułam, że oczekuje ode mnie jakiejś porady na wyjście z tego impasu.

W pewnym momencie powiedziała „no niech mi pani powie, co mamy zrobić?”. Zaskoczyła mnie tym pytaniem i nie wiedząc, co jej odpowiedzieć rzekłam: „a może wydzierżawcie trochę ziemi od rolnika i posadźcie tytoń, to chociaż zarobicie na zimowe wydatki”. Moim zdaniem był to dobry pomysł, bo na uprawie tytoniu zawsze się dobrze zarabiało.

Pani Teresa wzięła sobie moje słowa do serca i tak też zrobiła. Pożyczyła pieniądze na dzierżawę, na sadzonki tytoniu i nawozy. Cała rodzina zaangażowała się do pracy. Posadzili, ale mieli wyjątkowego pecha. Nadeszła taka susza, że wszystko wyschło na polu i nic nie urosło. Ich praca poszła na marne. Pożyczone pieniądze trzeba było oddać. Oczywiście za jakiś czas pani Teresa przyszła do mnie ponownie z pretensjami i powiedziała „posłuchałam pani i co? Zamiast zysku mam straty.”

Wówczas uświadomiłam sobie, że to był niewybaczalny mój błąd. Nie powinnam doradzać. Co prawda nikt nie mógł przewidzieć, że nadejdą tak niekorzystne warunki pogodowe, ale ten pomysł nie powinien wypłynąć z moich ust. Dostałam nauczkę i do dzisiaj pilnuję się, aby nie doradzać moim klientom. Prowadzę rozmowy w taki sposób, aby sami znaleźli rozwiązanie ich problemów i podjęli samodzielną decyzję, co chcą zrobić, aby poprawić swoją sytuację. Jeżeli coś się nie uda, to nie mają do mnie pretensji. Sami twierdzą wtedy, że podjęli niewłaściwą decyzję i nadal szukamy innych rozwiązań.

Dla portalu politykaspoleczna.com

Jolanta Gudera. Grudziądz

Opublikował: psakowski Kategorie: Dobre praktyki, Pomoc Społeczna, Rodzina, Wyróżnione, Z życia wzięte

Odpowiedz

Zabezpieczenie atyspamowe
Skopiuj lub przepisz poniższy text aby dodać komentarz do artykułu.

Zapisz się do newslettera

Wyróżnione artykuły

Wings for Life World Run: Biegniemy dla tych, którzy nie mogą

Wings for Life World Run to jedyny globalny bieg, w którym meta, będąca Samochodem Pościgowym, ...

100 lat polskiej polityki społecznej

W ramach programu obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. w MRPiPS zorganizowano ...

Wesołych Świąt Wielkanocnych !

Zdrowych, pogodnych Świąt Wielkanocnych, przepełnionych wiarą, nadzieją i miłością. Radosnego, wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w ...

Wesołych Świąt i do siego 2018 Roku !

Niech nadchodzące Święta Bożego Narodzenia przyniosą Państwu wiele szczęścia, wiary i nadziei, a pomyślność nie ...

21 listopada Dzień Pracownika Socjalnego

Dzień Pracownika Socjalnego – polskie święto obchodzone 21 listopada na mocy zapisu ustawy o pomocy ...