Polityka Społeczna


Domeczek moich marzeń

Dodano: 10 stycznia 2013
Podziel się !Share on Facebook0Share on Google+0Email this to someone

Sylwetki pomocy społecznej.
Franciszek Chrzanowski – Dyrektor DPS w Łomży ul. Polowa 39. Prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnych Intelektualnie „Pomocna Dłoń”.

To jest „domeczek” moich marzeń.  Ja go sobie wymarzyłem kiedyś. Jako młody jeszcze człowiek, jak tu przyszedłem do pracy była taka sposobność, wtedy rządził Pan minister Jacek Kuroń,  i on dla tych ludzi którzy chcieli się angażować, organizował wyjazdy które dzisiaj nazywają się studyjne. I ja miałem okazję być wtedy w Niemczech jednych i drugich, w Anglii, we Francji i we Włoszech. Moje pobyty za granicą trwały tak do pięciu dni. Moim obowiązkiem, było oglądać te wszystkie zagraniczne domy pomocy społecznej. Jak wróciłem to się rozpłakałem po prostu. No bo co? Ja miałem ten jeden budynek, „zabytek” od ulicy Polowej. Ciasnota wszędzie, w pokojach po 10-12 łóżek. Nawet te łóżka wojskowe i piętrowo ustawione.

mgr Franciszek Chrzanowski Dyrektor DPS

Wtedy ośrodek podlegał pod zdrowie, czyli Wydział Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego nas nadzorował i Lekarz Wojewódzki. Zaczęliśmy opracowywać projekt, żeby wyprowadzić nasz dom z centrum miasta, lokalizacja miała być w takim lasku, pięknym i urokliwym gdzieś za miastem. Cała dokumentacja i koszt inwestycji na 150 miejsc z kompletem boisk, basenem, placem do gier i zabaw. Do tego szklarnie i pracownie do terapii zajęciowej. Kosztorys wyszedł ponad miliard złotych. Ówczesny Premier Jaroszewicz  nie wyraził na to  zgody. Z uwagi na wysokość kosztorysu potrzebna była jego zgoda. Założenia schowaliśmy do szuflady i nawet nie zlecaliśmy dalszego projektowania.  Zaczęliśmy się zastanawiać co można zrobić tutaj na starym miejscu.  Zaplecze domu było otoczone niezliczoną ilością budek, komórek, szopek, garaży i tym podobnych. I pewnego dnia zepchnęliśmy to wszystko wyrównując teren. Wcześniej zrobiliśmy założenie techniczne rozbudowy. I tak od 1993 roku rozpoczęła się nasza inwestycja. W 2003 roku oddaliśmy do użytku ten zabytek. To znaczy, że czas modernizacji wynosił 10 lat. I żyliśmy tak jak niejedna duża rodzina w trakcie remontu. Różnie bywało, był czas, że nie było możliwości postawienia łóżek i dziewczęta spały na materacach na korytarzach, żeby tylko tutaj szła robota. Oddawaliśmy etap po etapie.

foto Mariusz Kubeł

No ale to wszystko zawdzięczamy dobrym ludziom. Wspaniałym ludziom, którzy chcieli mi w tym dziele pomagać. Bo nie było takiego jednorodnego światła, że o masz tu Panie Dyrektorze jakieś 10 milionów złotych i rób. Tylko trzeba było wszystko wychodzić, wybłagać, wyprosić. Nie raz pod koniec roku,  Wojewoda, czy ministerstwo wysupłało jakąś rezerwą budżetową. Za co skwapliwie dziękowaliśmy i jeszcze skwapliwiej wydawaliśmy. Najgorzej było z samą końcówką modernizacji. To był budynek zabytkowy. W zasadzie tu już województwo łomżyńskie zlikwidowane, powstało województwo podlaskie, nowa władza. Nikt mnie tam specjalnie nie znał. Ani moich potrzeb. Zanim pierwsi ludzie z województwa do nas dotarli zobaczyć jak my tu się rządzimy to minął przynajmniej rok. Prezydent miasta w tym najtrudniejszym okresie pomógł mi skończyć tę modernizację. Innymi słowy pieniądze na modernizację Domu  miały różne źródła nie była to  sama dotacja organu założycielskiego. Często jak były przerwy w finansowaniu, a najdłuższa trwała 1,5 roku. Większość prac w tym okresie wykonywałem bezrobotnymi , sam zakładałem gumiaki i z nimi chodziłem po obiekcie, doglądając prac.  Sami te podziemia szykowaliśmy w ramach robót publicznych.  Powiem tak, jak dobrzy ludzie chcą pomóc to wszystko idzie zrobić.  Taką osobą najdłużej z nami współpracującą jest ks. infułat Sołowianiuk, który od początku mojego tu przyjścia, bo na trzeci dzień jak do mnie przyszedł, a był wtedy rektorem Seminarium. I tak się ta nasza współpraca zawiązała i trwa do dnia dzisiejszego. Znajomi, przyjaciele i dobroczyńcy naszego domu mówią, że mi warto powierzyć pieniądze, bo ja ich nie zmarnuję. I tak będąc na początku nowego roku mogę stwierdzić, że ubiegły rok udało nam się zamknąć na zero. Czyli bez długów weszliśmy w nowy budżet. I tyle o naszej działalności gospodarczej.

Jasełka w Domu rok 2012. foto Mariusz Kubeł

Ja jestem ojcem, mam 2 dzieci, wspaniałą córkę i wspaniałego syna. Jestem przyzwyczajony dbać o dzieci. Natomiast  moje „drugie” dzieci (dziewczęta), w tym Domu,  przy mnie rosły, wychowywały się. Niektóre z nich, jak je przyjmowałem miały po 3-4 latka. Dzisiaj są panienkami po osiemnaście czy dwadzieścia kilka lat. W związku z powyższym, ja je traktuje jak swoje własne dzieci. Ponieważ przez te prawie trzydzieści jeden lat pracy tutaj, na stanowisku dyrektora tego domu, to ja też je wychowałem, wyniańczyłem. Może nie w sensie dosłownym ja sam. Bo pampersa im nie zmieniałem, ich nie kąpałem ale wszystkie życzenia, potrzeby i czasem zachcianki spełniałem. One potrafią przyjść do mnie i poprosić, że mają dziś ochotę na przykład na kartacze i wtedy ja staram się, z zasady, spełniać ich życzenia. One mnie nazywają Tatą i przyszły przed świętami z potrzebą, „Tata kup nam boczku” i co nawet jeśli uważam, że niektóre z nich są otyłe, to i tak poleciłem kupić trochę wędzonki dla nich. Chodzi o to, żeby w tej wielkiej rodzinie panowała miłość. Żeby rozumieć i tego maluśkiego i także potrzeby większej grupy. Wtedy będzie dobrze. Jeżeli ja bym się zamknął w tym gabinecie i tylko kontaktował się ze światem poprzez sekretarkę i kierowników, to tego domu dawno by już nie było albo mnie by tu dawno nie było. Ja codziennie rano jestem podczas śniadania. Ja wszystko wiem, One mi powiedzą – którą co boli, czy śniadanie im smakuje. Po takiej rozmowie idę do kuchni, potem do pralni, do warsztatów. Mam wtedy pełen obraz. Zanim przyjdą pracownicy administracyjni to ja już jestem po obchodzie. Wypijam zwyczajowo „inkę” i rozpoczynam rozmowę z personelem o zadaniach. Moje informacje są osobistym rozeznaniem.

foto Mariusz Kubeł

Kiedy widzę, że jedna z dziewczyn popłakuje to pytam co się stało i jeśli usłyszę w odpowiedzi, że boli Ją ząb to wiem, że trzeba szykować samochód i jechać do dentysty. I myślę, że tak do końca będzie.
Wcześniej pomoc społeczną to widziałem tylko z boku. Przez te 48 lat pracy w jednym województwie z czego 41 lat na stanowiskach kierowniczych, to niektórzy na moich oczach wyrośli na świetnych kierowników. Z tym kończeniem to jet tak, że wszyscy mi mówią, jeszcze trochę, jeszcze trochę i tak  ja ciągnę ten wóz dalej. Powiem tak – nic nie zrobi jeden człowiek jeśli nie będzie miał za sobą kadry ludzi jeszcze bardzie wspaniałych niż on sam jest. Ja te sukcesy wszystkie zawdzięczam ludziom, których udało mnie się tak zebrać. Bo to ja ich kompletowałem. Na dzień dzisiejszy wszyscy pracownicy  byli przyjmowani prze zemnie do pracy. Przy wspaniałej załodze to i dyrektorowi się zdecydowanie lepiej żyje.

Rozmawiał – Mariusz Kubeł

Podziel się !Share on Facebook0Share on Google+0Email this to someone
Opublikował: m.kubel Kategorie: Pomoc Społeczna, Sylwetki

Odpowiedz

Zabezpieczenie atyspamowe
Skopiuj lub przepisz poniższy text aby dodać komentarz do artykułu.

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *

Zapisz się do newslettera

Wyróżnione artykuły

dzieci dzien dziecka 2

Dzień Dziecka

Międzynarodowy Dzień Dziecka został ustanowiony w 1954 przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych dla upowszechniania ...

wielkanoc 2017 maly

Wesołych Świąt !

Z okazji Świąt Wielkanocnych życzymy wszystkim naszym Czytelnikom wszystkiego co najlepsze: pogody ducha, rodzinnej, świątecznej ...

katastrofa smolenska

7. Rocznica katastrofy smoleńskiej

10 kwietnia 2010 roku w pobliżu lotniska Smoleńsk-Północny doszło do największej tragedii lotniczej w historii ...

Zolnierze wykleci

1 marca - Narodowy Dzień Pamięci „ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH"

1 marca po raz siódmy obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. To święto tych, którzy ...

2017

Do siego 2017 Roku !

Wszystkim naszym Czytelnikom życzymy, aby kolejny rok był wyjątkowym i bardzo spokojnym czasem, w którym zrealizujecie wszystkie ...